Zmarł jeden z najstarszych mieszkańców Józefowa p. Mieczysław Świstek. Na prośbę p. Henryka Byry Burmistrz Józefowa publikuje wspomnienia o zmarłym.

W wieku 99 lat zmarł 21. stycznia br. Mieczysław Świstek. Pochodził z rodziny stolarzy i przez całe życie wykonywał ten zawód. Rzemiosła uczył się od ojca. Miał liczne rodzeństwo, pięciu braci: Teodora, Krystiana, Floriana, Leona, Czesława i siostrę Walerię. Trzech z nich zostało stolarzami. Jeden wyjechał do Warszawy, a dwaj zostali w Józefowie.

Na życiowych losach Pana Mieczysława piętno odcisnęła wojna. Został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec i dopiero w 1944 roku odzyskał wolność. Wstąpił do sojuszniczej armii amerykańskiej i służył w oddziałach specjalnych MP - Military Police, których zadaniem było między innymi tropienie ukrywających się zbrodniarzy niemieckich.

Po kapitulacji Niemiec wrócił do rodzinnego Józefowa i tu otworzył warsztat stolarski. Pracowali po sąsiedzku z bratem i mieli sporo zajęć. W zniszczonym przez wojnę miasteczku odbudowywano spalone domy i stawiano nowe. Z materiałem nie było problemów, bo wokół Józefowa same lasy. Pan Mietek układał podłogi, robił futryny, okna i drzwi, budował ganki i werandy. Jak tylko Józefów został zelektryfikowany w 1957 roku, zakupił elektryczne urządzenia - krajzegę i heblarkę. Pracował przy wyposażeniu budynku liceum oraz domu kultury. Założył też rodzinę, miał dwóch synów i córkę. Ale chłopcy wybrali inne zawody.

Pan Mieczysław przepracował blisko sześćdziesiąt lat. Na emeryturze też czasem otwierał stolarnię, gdy ktoś usilnie go prosił o przycięcie czy oheblowanie deski.

Był szanowany i ceniony przez mieszkańców za rzetelność i fachowość. Poza tym był bardzo pogodnym człowiekiem, z uśmiechem na ustach. Wobec pań zachowywał się szarmancko i lubił prawić im komplementy. Ale w pracy nie pozwalał, by ktoś mu przeszkadzał, był bardzo skupiony i uważny. Dzięki temu nie odniósł żadnej kontuzji i z dumą pokazywał obie dłonie z kompletem palców. Bardzo cenił niezależność i w sprawach zasadniczych miał swoje zdanie. Przykładem mogą być namowy jednego z jego kolegów, by wystąpił o amerykańską emeryturę, która mu się należała. Zdecydowanie odmawiał i odpowiadał, że wystarcza mu to, co dostaje od naszego państwa. Odmawiał też wielokrotnie dziennikarzowi, skądinąd krajanowi z tej samej ulicy, wywiadu i wspomnień o wojennej tułaczce. Nie szukał, jak wielu innych, taniego poklasku z powodu czegoś, co było  obywtelską, patriotyczną powinnością Polaka.

W ostatnich latach Pan Mieczysław zapamiętany został jak wita swoich znajomych, którzy przechodzili koło jego domu na ul. Górniczej. Chętnie  z nimi rozmawiał, a szczególnie gdy ktoś odwiedzał - tak, jak ja - rodzinny Józefów. Był ciekaw jak żyją inni, co się dzieje w świecie i porównywał ze swoimi doświadczeniami. A przy nim wiernie warował jego ulubiony jamnik szorstkowłosy, Kubuś.

Mieczysław Świstek

Spotkanie w Józefowie przed kilkudziesięciu laty: Mieczysław Świstek, obok niego sąsiadka Danuta Bil i Frida Karp z Izraela, które uratowały się z Holokaustu.

Autor wspomnienia:
Henryk Paweł Byra